Pragnąć

Jedzenie nie znosi samotności

Jedzenie nie znosi samotności, oparte na czerpaniu z darów Ziemi, jej hojności i energii zaprasza do swego stołu nas –ludzi, jako „wspólnotę”. Jest w tym mistyczna siła – wspólnie biesiadowali nie tylko wieśniacy, ale także duchowni i mnisi wszystkich religii. Jedząc coś wspaniałego i wykwintnego, potrafię się z tego cieszyć oraz docenić kunszt kucharza. Ale zawsze jedzenie występuje dla mnie w jakimś kontekście. We wspomnieniach z dzieciństwa mam proste smaki – opiekany chleb z cukrem, grzanki i zupę nic. Nie da się tych smaków odtworzyć, nawet gdy chcę do nich wrócić, nigdy nie będą one tym samym, czym były dla mnie kiedyś. Kojarzę smaki z miejscami i ludźmi. Nie udało mi się odtworzyć smaku sorbetu z mango jedzonego późnym letnim wieczorem w Bolonii, czy spaghetti z pesto przyrządzonego przez hiszpańską rodzinę. Jedzenie nie musi być pyszne, wyrafinowane czy niepowtarzalne, aby implikowało jakieś konotacje – zupki chińskie smakują jedynie w górskich schroniskach, poza nimi, są trudne do przełknięcia. Jedzenie, to jedno z najbardziej kontekstualnych przejawów naszego życia. Po samotnym wypadzie do Budapesztu, zastanawiałam się, dlaczego węgierska kuchnia mnie nie urzekła, dlaczego nie znalazłam w niej niczego unikatowego. Dopiero z czasem zrozumiałam, że picie węgierskiego wina, brak atmosfery radości i drugiego człowieka przy boku zubożył moją sensorykę.

Najwspanialsze potrawy, to te związane z drugim człowiekiem. Uwielbiam jeść z Panem od Muzyki, szuka on w jedzeniu przyjemności, a nie ambicji. To pożeracz tablicy Mendelejewa, który potrafi, od czasu do czasu, docenić naturalny smak potraw. Je całym sobą. Już od pierwszych wspólnych posiłków, zaakceptował fakt, iż nie lubię jadać tylko ze swojego talerza… uwielbiam próbować dań z talerza sąsiada biesiadującego przy moim stole. Różnice pomiędzy moim stosunkiem do jedzenia a podejściem Pana od Muzyki są ogromne! Kiedyś myślałam, że nigdy nie będę mogła zaakceptować faktu, iż osoba mi najbliższa jest ignorantem kulinarnym. W kontekście różnić pomiędzy naszym jedzeniem, zawsze przypomina mi się scena z filmu Rozmowy nocą, w którym życie jest jak z reklamy czy kolorowego żurnala, a jednak film pod kilkoma aspektami jest czymś więcej niż bajeczką produkowaną dla mas na walentynki. Główny bohater – Bartek (doskonały Marcin Dorociński) gotuje dla swojej przyszłej dziewczyny – Matyldy, a że jest kucharzem z zawodu, to wkłada w to całe swoje serce, dodaje mnóstwa ziół i dba o estetykę podania. Gdy talerz ląduje na stole, Matylda jest zachwycona…. polewa danie ketchupem (sic!) i zaczyna jeść – w tym momencie, krwawi serce nie tylko głównego bohatera , ale również każdego kucharza. Moje już nie krwawi, jedynie od czasu do czasu, zamiera na ułamek sekundy… i uczy się akceptacji.

 

Obydwoje jesteśmy robotnikami zmysłów – ja smaku, a Pan od Muzyki słuchu. Każdy zmysł można rozwinąć i wyostrzyć. Studenci Akademii Muzycznej na przedmiocie zwanym „kształcenie słuchu” doskonalą ten, najważniejszy dla nich zmysł. Na szczęście, zmysł smaku można również kształcić – pracujemy nad tym powoli i bezinwazyjnie.

Zamawiając dwie różne potrawy w knajpie, jedzeniem zawsze się wymieniamy. Warto poznawać smaki, które przynoszą bliskiej osobie przyjemność. Koreański sposób serwowania jedzenia jest bardzo bliski mojemu sercu – wszystkie potrawy znajdują się na środku stołu – nawet zupa, tak, aby każdy mógł ich spróbować. Jedynie ryż podawany jest w osobnej miseczce. Gdy mój koreański przyjaciel, przyleciał do Polski był zaskoczony faktem, iż nie dzielimy się jedzeniem, a stoliki w restauracjach są zazwyczaj 2-4 osobowe. Uzmysłowiło mi to, jak bardzo nasz sposób jedzenia jest uzależniony od naszej kultury, nastawionej na indywidualizm. W Azji istnieje zasada, iż dobrem (=jedzeniem) należy się dzielić, a sam rytuał jedzenia jest dużo bardziej kolektywny niż w Europie. Popularne w Japonii oraz Chinach restauracje oparte na systemie table sharing , w których to nieznajomi siadają przy jednym, ciągnącym się przez całą długość restauracji, stole są zupełnie nieznane w Polsce. Nie kojarzymy restauracji z miejscami w których możemy poznać nowych ludzi i z nimi współbiesiadować.

A szkoda. Może wiele na tym tracimy.

You Might Also Like

Leave a Reply