Pragnąć

Nie ma nic do stracenia

 

Prokrastynacja w moim wydaniu ma się najlepiej jak tylko może, rozwija się jak rzeżucha w wilgotnym środowisku, bo stwarzam jej najdogodniejsze warunki. Mówią, że: „początki są najtrudniejsze” – to ogromne kłamstwo. Dla mnie powrót do pisania, nie jest „najtrudniejszy”…jest hiper,ekstra, mega (tutaj można wstawić pozostałe przedrostki występujące w j.polskim) trudny. Mierzę się z tym już od dłuższego czasu.

 

Granice

Miałam wiele pomysłów na tego nowego bloga. Jednym z nich było stworzenie miejsca, dedykowanego głównie ludziom gastronomii. Wymyśliłam sobie, że tworząc profesjonalny content dotyczący zarządzania restauracją, ochronię siebie. Pisząc odhumanizowane, zawodowe treści, trudno bać się opinii i oceny innych. Jasne, jednemu może podobać się to w jaki sposób jako menager restauracji rekrutuję ludzi, w jaki sposób buduję z nimi relacje, a drugiemu nie, jednakże dla mnie będzie to w zasadzie obojętne. Byłoby to zbyt łatwe. Schowałabym się jak mała dziewczynka za tymi tekstami, w których wcale by mnie nie było. Tkwiłabym w swojej strefie komfortu, nie mierząc się, z tak trudną emocją, jaką jest wstyd. Nie, nie wyszłam z narniowej szafy, wiem, że wstyd w dobie mediów społecznościowych i wszechogarniającego ekshibicjonizmu wydawać się może anachronizmem, ale nie mam tutaj na myśli, powierzchownego wstydu implikującego konotacje cielesne. Byłoby to zbyt proste. Idę za Markiem Hłasko i wiem, że: „ (…) warto pisać tylko wtedy, kiedy przekroczy się ostatnią granicę wstydu”. Dopóki nie spróbuję nie będę wiedziała, czy ją przekroczyłam.

 

Ścieżki

Jedną z najistotniejszych komponentów bloga, to oprócz kreowania wartościowych treści, jest jego autentyczność i energia. Dla mnie to jedne z ważniejszych wartości w moim życiu.
Staram się otaczać ludźmi, wybierać: pracę, miejsce w którym żyję, przedmioty, które mnie otaczają według energii, intuicyjnie za nią podążam. Energia, jak dziwka, niejednokrotnie zdradziła boleśnie, ale jesteśmy ze sobą tak mocno związane, że nawet, gdy któraś z nas zawodzi, zawsze prędzej czy później siebie odnajdujemy. Energia nie jest witalnością, gdybym chciała ją bliżej przedstawić, to określiłabym ją: stanem umysłu, aurą, wartością dodaną, ścieżką życia…i oczywiście kobietą(!).

Wierzę w to, że nawet w przestrzeni publicznej, a za taką mam Internet, mogę być autentyczna. Wymaga to jednakże ode mnie ogromnego wysiłku i odwagi, gdyż jestem surowym sędzią siebie. Moja ukochana Hannah Horvath, podczas jednej z burzliwych kłótni ze swoją przyjaciółką, tłumaczy jej, dlaczego nie potrafi zabrać się za pisanie: jako pozornie silna i bezkompromisowa jednostka boi się oceny innych, nie podejmuje żadnych działań, gdyż jak sama stwierdza: „wszelkie nieprzyjemności zaadresowane w moim kierunku, pewnie już usłyszałam sama od siebie”. Walka z wewnętrznym krytykiem to nie sparring na jeden dzień. To proces w którym jestem od dłuższego czasu. Boję się popełniana błędów i uwierz mi, odmawianie sobie sprawdzenia czy nie ma literówek w tym tekście, jest nad wyraz męczące, usuwanie napisanych,niepublikowanych prac, „bo z perspektywy czasu..były jednak słabe” – wyczerpujące. Próba zaakceptowania swojej niedoskonałości i niewiedzy to dla mnie doskonały oręż przed perfekcjonizmem. Ale wiem, że jest nas więcej, siłujemy się w ten sam sposób.

Bohater jednej z powieści Zygmunta Miłoszewskiego walczył, dopóki nie doszedł do granicy swojego lęku i ograniczeń: „ (…) dwóch rzeczy był pewien, i dlatego nie potrafił się przez tyle lat zabrać za swój pomysł. Po pierwsze, język tekstu musi być bez zarzutu, po drugie trzeba mieć cos do powiedzenia. Bał się, że kiedy zacznie pisać, dwie sprawy staną się jasne: nie potrafi pisać i nie ma nic do powiedzenia. Dlatego nie zaczynał. Teraz uznał, że i tak nic nie traci (…)”. To ten czas.

I nie ma już nic do stracenia.

You Might Also Like

Leave a Reply