Pragnąć

Debiutanci

Pracowałam, jako doradca zawodowy w stowarzyszeniu dla osób z problemami ze zdrowiem psychicznym.  Poznałam historie ludzi, którzy realizowali czyjeś plany, za których rodzice wybrali najpierw uczelnię, a później zawód, ludzi którzy podążali za głosem rozsądku: („lubię malować, no, ale na tym nie zarobię”), którzy nawet nie zastanowili się nad tym co chcieliby w życiu robić, a pozwolili na to, aby to los za nich zdecydował, lub którzy na zasadzie konsekwencji brnęli w obraną przez siebie drogę zawodową („dobra skończyłam już te studia, mam trochę doświadczenia, to już w tym zostanę”).

Dowiedziałam się jak to jest kiedy Twój szef jest mobberem, a Ty wmawiasz sobie, że to Twoja wina, bo przecież jesteś niewystarczająco kompetentna w tym co robisz. Dzięki tym spotkaniom, usłyszałam jak trudno jest podjąć decyzję o powrocie do pracy w momencie, kiedy Twoje dziecko jest autystykiem, a Ty nie możesz poradzić sobie z myślą i wyrzutami sumienia, że zamiast opiekowania się nim wolałabyś pracować i się rozwijać. Dowiedziałam się jak trudno jest wybrać się na rozmowę rekrutacyjną prowadzoną przez mężczyznę, w sytuacji, w której jako ofiara gwałtu panicznie boisz się mężczyzn. Poznałam historie ludzi, którzy realizowali się w zawodach, odnosili sukcesy, a jednocześnie czuli się, początkowo zawodowo, a później życiowo – wypaleni. Wchodzili w rolę, która była wymagana w ich życiu zawodowym, a jednocześnie zapominali z niej wychodzić w życiu prywatnym, co w konsekwencji prowadziło  do załamań i chorób.

W stowarzyszeniu byłam przez 2 lata, kończyłam tę pracę z przekonaniem, iż sami dla siebie jesteśmy największymi wrogami, a nasze lęki, poczucie wstydu czy winy są  bardzo podobne do siebie i powszechne. Poznając swoje ograniczenia wydaje się nam, iż dotyczą one tylko nas…a cała reszta planety ma takie pięknie instagramowe życie…i nigdy nie sięga do wnętrza swojego jądra ciemności. Okazuje się, że emocje takie jak lęk, bezsilność i frustracja to aksjomaty życia każdego z nas.

Spojrzenie na siebie z dystansu

Predyspozycje zawodowe, to pojęcie mętne jak woda po ogórkach ukiszonych przez babcię Pana od Muzyki. Oczywiście, sama marzyłam o tym, aby ktoś powiedział mi, jaka praca będzie dla mnie odpowiednia, czym mam się zająć w tym swoim życiu. Chadzałam na kursy, kursiki  szkolenia i szukałam odpowiedzi.  Uczestniczyłam w testach MBTI (Myers-Briggs Type Indicator), które oparte są na zmodyfikowanej koncepcji Carla Gustava Junga i określają typ osobowości, który jest przypisany określonym grupom zawodowym.  Wyniki, na długi czas wypaliły przekonanie o „moim” typie osobowości – ISFJ (Introverted Sensing Feeling Judging). Według wyników, człowiek o typie osobowości ISFJ najlepiej czuje się pracując w miejscach z ograniczonym kontaktem z ludźmi (…WTF chyba nie byłabym dobrym astronautą).Teoretycznie, ludzie o tym typie osobowości, nie będą dobrymi leaderami i charyzmatycznymi przywódcami. Na szczęście, każdy z nas przechodzi proces socjalizacji, a rozwój to cecha odróżniająca nas od zwierząt. Introwertykowi nie jest łatwo, (oj nie…zawsze ze wszystkim w lesie), zawsze o te kilka minut spóźniony z błyskotliwą odpowiedzią, milczący, a przez wielu odbierany jako niemający nic do powiedzenia. Przez długi czas, miałam poczucie, że światem rządzą ekstrawertycy,do momentu, w którym zrozumiałam, że wszystko zależy od nas samych i naszych umiejętności adaptacyjnych.

Ważnym jest, aby nie dać się zaszufladkować, gdyż ciężar etykiety jest silnie ograniczający.  Każdy z nas, bez względu na to jak oceniła nas szkoła, co powiedzieli nam rodzice i co my sami o sobie pomyśleliśmy, może spróbować stać się w życiu zawodowym tym kim chce. Często bywa tak, iż to nie my wybieramy zawód, a on wybiera nas. I o ironio, może to nie być zawód idealnie dopasowany do naszego typu osobowości czy do tego co chcielibyśmy robić. W procesie rozwoju i socjalizacji potrafimy, jako gatunek, wytworzyć cechy, których pierwotnie nie posiadamy. Nagle możliwym się staje, iż introwertyk w zawodowym środowisku jest leaderem, a ekstrawertyk pracuje jako muzealnik czy bibliotekarz.

 Relacja z samym sobą

W świątyni delfickiej Grecy pozostawili po sobie napis: „poznaj samego siebie” – proste (doszli do tego bez szkoleń czy coachingu WOW! ) …świadczyć to może tylko o tym, iż jako społeczeństwo rozwinęliśmy się technologicznie, ale w kwestiach związanych z naszymi emocjami nadal stoimy w miejscu. Pamięć o  swoich pierwotnych potrzebach, dbałość o nie i powroty do nich, jest dla mnie bardzo ważna. W moim środowisku zawodowym niewiele osób potrafiło zrozumieć i uwierzyć, że mam introwertyczną naturę. To jest niesamowite, że człowiek potrafi wchodzić w różne role i się w nich odnajdywać.  Największa trudność polega na tym, aby nie tracić swojej wewnętrznej spójności. W moim przypadku, wejście w relacje zawodowe silnie implikuje zmianę sposobu funkcjonowania, teoretycznie staje się „inną osobą”, a jednocześnie staram się bazować na swoim pierwotnym, autentycznym „ja”. Z najbliższymi możemy pozwolić sobie „wracać do siebie”, to przestrzeń, w której nie trzeba być władczym, silnym czy konsekwentnym. Ja cały czas szukam recepty na zawodową równowagę swojej siły i wrażliwości.

Zostać wiecznym debiutantem

Debiutantów oglądałam będąc w kompletnie czarnej dupie, wszystko było złe i myślałam, że już takie pozostanie na zawsze. Bardzo prosty, melancholijny i smutny (?) obraz. Gdybyśmy tylko dali sobie prawo do bycia debiutantami w każdej z dziedzin naszego życia, pozwolili sobie na popełnianie błędów i odrzucili lęk przed ryzykiem… Podziwiam ludzi potrafiących po 20/30 latach pracy w jednej branży, „zadebiutować”  i zacząć od nowa budować swoje życie zawodowe/prywatne.

Życzę sobie odwagi do kolejnego życiowego debiutu…

 

 

 

You Might Also Like

Leave a Reply